Moja siostra wyjechała do Anglii. Obiecałam jej, że od czasu do czasu zajrzę do jej męża, chociaż szczerze nie przepadałam za nim. Michał jednak wydał się milszą osobą niż do tej pory i przez ostatnie dwa tygodnie zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, co bardzo ucieszyło moją siostrę. Przyszłam do niego któregoś wieczora, sprawdzić jak się ma, jednak nie spodziewałam się tam jego.
- Cześć Michał! przyniosłam składniki na wuzetkę, więc zaraz upiekę. Masz może likier? Może pokropię biszkopt, będzie lepszy. - powiedziałam ściągając buty. Weszłam do salonu i zobaczyłam tam Ciebie z Michałem. Serce podskoczyło mi do gardła a sama nie wiedziałam, co powiedzieć. Mogłam się spodziewać, że prędzej czy później się spotkacie.
- Cześć Karolina. - powiedział Michał.
- Cześć Karo. - powiedziałeś Ty. W półtorej godziny uwinęłam się z wuzetką. Przez ten czas nie zamieniłam z Wami ani słowa. Rozmawialiście o jakichś pierdołach, a ja włączyłam Come i starałam się nie myśleć o Tobie. Nagle Michał wyszedł z mieszkania bez słowa.
- Karo, musimy pogadać. - powiedziałeś podchodząc do mnie.
- Jest o czym? - zapytałam.
- Tak, jest!
- Więc mów.
- Te zdjęcia, które dostałaś były robione trzy lata temu, zanim Cię poznałem!
- Tak. I teraz mam się rozpłakać, wpaść Ci w ramiona i błagać o wybaczenie? - zapytałam sarkastycznie.
Teraz jednak role się odwróciły. On ukląkł przed Tobą.
- Będę tak klęczał póki mi nie wybaczysz! - powiedział i wziął Twoją rękę.
- Bez przesady, Zbysiu.
- Proszę Cię, Karo.. Błagam Cię, daj nam szansę. - powiedział a Ty nie wiedziałaś co robić.
- Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. - powiedziałam bez przekonania.
-Każdy zasługuje na drugą szansę. - powiedział. Serce Ci zmiękło.
- No wstawaj już, no! - powiedziałam i gdy tylko wstał przytuliłam go. Tak bardzo brakowało mi jego bliskości.
-------------
nie umiem pisać szczęśliwych zakończeń, bo wychodzi mi taka ciapa z tego.
Trzymajcie kciuki. Za tydzień o tej porze mogę być najszczęśliwsza na świecie :)
do zobaczenia za półtora tygodnia przy dobrych wiatrach:)
piątek, 26 lipca 2013
sobota, 20 lipca 2013
kolejny.
Dzień zaczął się tak jak każdy inny. Nie było w nim nic optymistycznego. Wstałaś. Zjadłaś śniadanie, przy okazji wylewając na siebie herbatę. I już wiedziałaś, że ten dzień nie będzie najlepszym dniem w twoim życiu. Z resztą nie mógł być, bo nie było jego. Przywykłaś do myśli, że już go nie ma. Ubrałaś się szybko, wyszłaś do pracy po drodze odpalając papierosa. Szybkim krokiem pognałaś do pracy.Zgasiłaś papierosa. Pamiętasz, jak on zawsze wyrzucał ci papierosy. Nie znosił palenia, ale przecież teraz jego już nie było. Teraz nie było już was. Weszłaś do budynku ministerstwa i rzuciłaś oschłe dzień dobry do pań na recepcji. Poszłaś do swojej zwierzchniczki i spytałaś jakie zadania zostały ci wyznaczone na dziś.
- Wanda, dzisiaj o 15 trening siatkarzy na narodowym, masz tam być, zamiast mnie, w delegacji. - powiedziała minister nie odrywając głowy z nad papierów.
- Nie mogę zostać dzisiaj w biurze? - zapytałaś licząc, że nie będziesz musiała iść na ten trening. Nie chciałaś go widzieć. A raczej bałaś się spotkania z nim.
- Przykro mi. Przygotuj wszystkie dokumenty do podpisania. - powiedziała. Wyszłaś zniechęcona z jej gabinetu cicho klnąc pod nosem. Nie mogła wysłać kogoś innego? Tomek, Przemek, Agnieszka...
- Podziękujesz mi później. - powiedziała Agnieszka mijając cię na korytarzu.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytałaś. Byłaś na nią zła. Jak ona mogła?
- Dlaczego? Bo widzę, że żałujesz tego co zrobiłaś. Musisz to naprawić. Musicie to naprawić. Przecież widzę, jak się męczysz. Pomyśl, że on też jest tam sam, i czeka. - powiedziała i odeszła nie czekając, aż odpowiesz jej coś. Wiedziała, że będziesz zła, a nie chciała doprowadzić do kłótni. Byłaś tak zła, że kopnęłaś drzwi.
- Cholera jasna! - powiedziałaś wchodząc do swojego gabinetu. Załamałaś się. Usiadłaś na krześle, i po prostu się rozkleiłaś. Najzwyczajniej w świecie było ci źle, a zgrywanie silnej przestało wychodzić. Łza spłynęła po twoim policzku. A potem następna. I następna. I tak przez kilka godzin.
- Wanda, dzisiaj o 15 trening siatkarzy na narodowym, masz tam być, zamiast mnie, w delegacji. - powiedziała minister nie odrywając głowy z nad papierów.
- Nie mogę zostać dzisiaj w biurze? - zapytałaś licząc, że nie będziesz musiała iść na ten trening. Nie chciałaś go widzieć. A raczej bałaś się spotkania z nim.
- Przykro mi. Przygotuj wszystkie dokumenty do podpisania. - powiedziała. Wyszłaś zniechęcona z jej gabinetu cicho klnąc pod nosem. Nie mogła wysłać kogoś innego? Tomek, Przemek, Agnieszka...
- Podziękujesz mi później. - powiedziała Agnieszka mijając cię na korytarzu.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytałaś. Byłaś na nią zła. Jak ona mogła?
- Dlaczego? Bo widzę, że żałujesz tego co zrobiłaś. Musisz to naprawić. Musicie to naprawić. Przecież widzę, jak się męczysz. Pomyśl, że on też jest tam sam, i czeka. - powiedziała i odeszła nie czekając, aż odpowiesz jej coś. Wiedziała, że będziesz zła, a nie chciała doprowadzić do kłótni. Byłaś tak zła, że kopnęłaś drzwi.
- Cholera jasna! - powiedziałaś wchodząc do swojego gabinetu. Załamałaś się. Usiadłaś na krześle, i po prostu się rozkleiłaś. Najzwyczajniej w świecie było ci źle, a zgrywanie silnej przestało wychodzić. Łza spłynęła po twoim policzku. A potem następna. I następna. I tak przez kilka godzin.
*****
Dojechałaś na stadion. Już przestał przeszkadzać ci fakt, że go zobaczysz. Byłaś na to przygotowana, przecież kiedyś to musiało nastąpić.Weszłaś pewnym krokiem.
- Dzień dobry wszystkim. Jestem tu z ministerstwa, pani Mucha nie dała rady dojechać. - powiedziałaś. Uścisnęłaś rękę wszystkim. I doszłaś do niego.
- Znowu się spotykamy. - powiedział.
- tak wyszło.
- Widzę, że wspinasz się coraz wyżej.. Cieszę się, naprawdę. - powiedział. Obróciłaś się do niego tyłem ocierając łzę z policzka. Tak cholernie tęskniłaś. Tak, jak nigdy. Nagle ktoś złapał cię za ramię.
- Wanda, musimy porozmawiać.
-Dobrze. Przyjadę na mecz. Teraz nie mam czasu, zaraz muszę wracać do ministerstwa.
- Będę na Ciebie czekał, zawsze, pamiętaj. Kocham cię. - powiedział ledwo słyszalnie. Nie wychwyciłaś tego. To nawet lepiej dla Ciebie. Przynajmniej, tak mi się wydaje. Wróciłaś do domu całkiem spłakana i nie wiedziałaś co robić.
Spadnę tak już 15 raz
Głową w dół oczami na twarz
Spadnę tam gdzie stałaś
Gdzie ostatni raz cię widziałem
****
Szedł sam. Teraz, nie pozostało mu już nic. Przekraczał kolejne aleje, aby wyjść na spotkanie z Tobą. Bukiet róż w jego dłoniach był tak czerwony, jak jeszcze nigdy. Niestety. Było już za późno. Na bukiety.
- Wanda, kocham cię. Bardzo cię kocham. - powiedział i rozpłakał się. Jak dziecko.
- Wybacz mi, błagam. - powiedział. Położył kwiaty na zimnym betonie. Zimny beton chętnie przyjął jego łzy, jakby się do niego uśmiechając. Wrócił do domu.
- To co, Cyprian? Zostaliśmy sami. - powiedział głaszcząc twojego rudego kota.
- Tak bardzo mi jej brakuje. - powiedziałeś.
Było za późno.
Ciebie już nie było.
Choroba zabrała Ci ostatni oddech, tak bardzo niespodziewanie. Zabrała Ci go wtedy, kiedy chciałaś żyć. Kiedy wszystko nabrało sensu.
-------------------------------------------------
Przepraszam, że takie smutne. Dla Wiktorii. Dziękuję Ci
sobota, 15 czerwca 2013
once again! :D
- Opowiedz mi o niej.
- Jest śliczna. Ma długie, jasne włosy. Błękitne i wesołe oczy. Zawsze roześmiane. Ubiera się bez jakiegoś jednego stylu. Lubi spódnice i sukienki. Jest zawsze wesoła, i ma cudowny uśmiech.
- A charakter?
- Jest ideałem. Miła, dobra, uczciwa, jest po prostu cudowna! - powiedziałeś z zachwytem w oczach.
- To na co czekasz?
- No właśnie,Karol, tu jest problem.
Olimpia. Olimpia. Olimpia.. Prawie Twoja. Niecodzienna. Tak bardzo inna.
****
- Andrzej! - powiedziała szczerząc się do Ciebie.
- Tak, Olimpia? - zapytał.
- Powiedz mi, dlaczego siatkówka?
- Tak wyszło. W sumie jakoś zacząłem. I pokochałem to. Dlaczego jesteś psychologiem?
- Zawsze chciałam pomagać ludziom.
***
- I do tego pomaga ludziom... Bezinteresownie! spotkałeś gdzieś taką drugą dziewczynę?
- No nie.. ale dalej mi nie opowiedziałeś, na co czekasz, i w czym jest problem.
- Poczekaj! Jeszcze nie wymieniłem wszystkich jej cech. Więc dalej. Jest naładowana pozytywną energią. Masz zły humor, wracasz, uśmiecha się do Ciebie i od razu wszystko przechodzi, a Ty masz ochotę góry przenosić. Na stres zawsze odpowiada uśmiechem. Przed każdym meczem potrafiła mnie ogarnąć. To jest niesamowite! Ona jest niesamowita. Nietuzinkowa. Nigdy nie spotkałem kogoś tak wyjątkowego! I wiesz co jest najlepsze? Że ona się nigdy nie denerwuje. Zawsze jest piękna, nawet wtedy, kiedy nie może spać w nocy. Jest piękna wtedy, kiedy się uśmiecha, i kiedy coś jej nie pasuje. Jest moim aniołem.
- Więc, co stoi na przeszkodzie?
- Umarła.
- Dlaczego więc mówisz o niej w czasie teraźniejszym?
-Bo w moim sercu będzie żyła. Zawsze.
Nasunęło mi się po obejrzeniu Słodkiego Listopadu.
smutno mi jakoś :C
Przepraszam za tą poprzednią wiadomość :) coś mi strzeliło do głowy.
- Jest śliczna. Ma długie, jasne włosy. Błękitne i wesołe oczy. Zawsze roześmiane. Ubiera się bez jakiegoś jednego stylu. Lubi spódnice i sukienki. Jest zawsze wesoła, i ma cudowny uśmiech.
- A charakter?
- Jest ideałem. Miła, dobra, uczciwa, jest po prostu cudowna! - powiedziałeś z zachwytem w oczach.
- To na co czekasz?
- No właśnie,Karol, tu jest problem.
Olimpia. Olimpia. Olimpia.. Prawie Twoja. Niecodzienna. Tak bardzo inna.
****
- Andrzej! - powiedziała szczerząc się do Ciebie.
- Tak, Olimpia? - zapytał.
- Powiedz mi, dlaczego siatkówka?
- Tak wyszło. W sumie jakoś zacząłem. I pokochałem to. Dlaczego jesteś psychologiem?
- Zawsze chciałam pomagać ludziom.
***
- I do tego pomaga ludziom... Bezinteresownie! spotkałeś gdzieś taką drugą dziewczynę?
- No nie.. ale dalej mi nie opowiedziałeś, na co czekasz, i w czym jest problem.
- Poczekaj! Jeszcze nie wymieniłem wszystkich jej cech. Więc dalej. Jest naładowana pozytywną energią. Masz zły humor, wracasz, uśmiecha się do Ciebie i od razu wszystko przechodzi, a Ty masz ochotę góry przenosić. Na stres zawsze odpowiada uśmiechem. Przed każdym meczem potrafiła mnie ogarnąć. To jest niesamowite! Ona jest niesamowita. Nietuzinkowa. Nigdy nie spotkałem kogoś tak wyjątkowego! I wiesz co jest najlepsze? Że ona się nigdy nie denerwuje. Zawsze jest piękna, nawet wtedy, kiedy nie może spać w nocy. Jest piękna wtedy, kiedy się uśmiecha, i kiedy coś jej nie pasuje. Jest moim aniołem.
- Więc, co stoi na przeszkodzie?
- Umarła.
- Dlaczego więc mówisz o niej w czasie teraźniejszym?
-Bo w moim sercu będzie żyła. Zawsze.
Nasunęło mi się po obejrzeniu Słodkiego Listopadu.
smutno mi jakoś :C
Przepraszam za tą poprzednią wiadomość :) coś mi strzeliło do głowy.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Moje kochane. Zawodziłam Was już tyle razy, że pewnie zawiodę i następny.
Blog zostaje oficjalnie zakończony.
Spytacie, dlaczego?
Otóż przeczytałam kilka onepartów innej autorki. I stwierdziłam, że jeżeli się za coś bierzemy, to trzeba umieć to robić. Ja niestety nie mam takiego talentu.
Co prawda mam kilka historii już napisanych. Jednak nie będę Was nimi truła.
Życzę Wam powodzenia na Waszych blogach
Kocham Was
mam nadzieję, że nie zapomnicie o mnie i spotkamy się gdzieś jeszcze :)
- kuna.
Blog zostaje oficjalnie zakończony.
Spytacie, dlaczego?
Otóż przeczytałam kilka onepartów innej autorki. I stwierdziłam, że jeżeli się za coś bierzemy, to trzeba umieć to robić. Ja niestety nie mam takiego talentu.
Co prawda mam kilka historii już napisanych. Jednak nie będę Was nimi truła.
Życzę Wam powodzenia na Waszych blogach
Kocham Was
mam nadzieję, że nie zapomnicie o mnie i spotkamy się gdzieś jeszcze :)
- kuna.
piątek, 7 czerwca 2013
once again
Wciąż rozmyślasz. Uparcie i skrycie.
Patrzysz w okno i smutek masz w oku...
Przecież mnie kochasz nad życie?
Sam mówiłeś przeszłego roku...
Śmiejesz się, lecz coś tkwi poza tym.
Patrzysz w niebo, na rzeźby obłoków...
Przecież ja jestem niebem i światem?
Sam mówiłeś przeszłego roku...
Czytając ten wiersz w klasie na twojej lekcji polskiego wróciły wszystkie wspomnienia. Oko zaszkliło ci się delikatnie. Musiałaś jakoś przerwać tę niezręczność. Nie chciałaś, żeby dzieci widziały, że cierpisz.
- Jak rozumiecie ten wiersz? - zapytałaś przerywając serię smutnych myśli. Nastolatki podniosły ręce do góry. - Olu, proszę.
- Uważam, że ten wiersz jest o cierpieniu. O Cierpieniu kobiety, którą mężczyzna wykorzystał, grał na jej uczuciach. - powiedziała Ola.
- Każdy może interpretować ten wiersz inaczej, jednak czekam na inną interpretację. - powiedziałaś ocierając łzę.
- Może Ty, Olimpia. - powiedziałaś patrząc na dziewczynę. Odstawała od reszty klasy. Była dojrzalsza, mądrzejsza. Była inna. Ciężko było do niej dotrzeć, nigdy nie mówiła o uczuciach, zawsze zgłaszała się na lekcji i była niezwykle aktywna, jednak nie dawała się poznać.
- Ja uważam tak jak Ola. - powiedziała dziewczyna.
- Dobrze, w takim razie czy jest ktoś jeszcze, kto inaczej odbiera ten wiersz?
- Tak, ja. - powiedziała Kinga.
- Tak więc proszę.
- Mi się wydaje, że to jest o nieszczęśliwej miłości i cierpieniu. Wydaje mi się, że jest to o kobiecie, która nie może sobie poradzić z tym, że ktoś ją zostawił. Ona dalej kocha tę osobę, mimo że już nic ich nie łączy. On wyznawał jej miłość, ale jak widać to uczucie było kruche. Świadczy o tym fragment : " Sam mówiłeś przeszłego roku."
- Dobrze, Kinga. Wiersz, jak możemy się domyślać, jest napisany na podstawie uczuć autorki. Jak myślicie, co czuła wtedy autorka?
- Smutek!
- Żal!
- Tęsknotę!
- Była głupia. - powiedział Patryk z ostatniej ławki.
- Czemu tak sądzisz, Patryś?
- Bo która normalna kobieta daje się omotać? Ludzie.. - powiedział. Jego wypowiedź przerwał dzwonek.
- Idźcie. Notatkę zapiszemy jutro. Przeczytajcie na jutro proszę pozostałe wiersze ze strony 223! - powiedziałaś. Uczniowie migiem opuścili klasę. Rozpłakałaś się. Nie mogłaś pogodzić się z tym, co się stało. Mimo że to było już rok temu.
- Proszę pani, co się stało? Widziałam łzy w pani oczach. Niech pani nie płacze. Na dupków szkoda życia. - usłyszałaś nad głową melodyjny głos.
-Olimpia.. - powiedziałaś. - To nie jest takie łatwe.
- Jest, jest. Przyprowadziłam kogoś pani. Co złego to nie ja. - powiedziała i zniknęła.
- Zastanawiałaś się kogo przyprowadziła i kim on jest. Nikogo nie było. Zostawiłaś dziennik, wzięłaś kartkówki do sprawdzenia i wyszłaś ze szkoły. Wyglądałaś źle. Postanowiłaś sobie zrobić szalony wieczór z lodami i melodramatami. Podeszłaś do swojego samochodu. Stał tam on.
- Wybacz mi. - powiedział. Nic nie odpowiedziałaś, po prostu go przytuliłaś, tak bardzo ci go brakowało.
-Ale skąd ona?
- Jest moją siostrą.
******
- Halo, proszę pani? - zapytał Kuba machając ci przed oczami.
- A tak. Na czym skończyliśmy? - zapytałaś.
- Na notatce. - odpowiedziała klasa. Czyli to wszystko Ci się zdawało. Czyli najzwyczajniej w świecie dalej go nie było, byłaś sama i nie czułaś się z tym dobrze. Ale trzeba żyć dalej, bez niego. Bez Michała Kubiaka.
Powrót, bo czemu nie? :)
piątek, 5 kwietnia 2013
następna :)
- Widywał ją na każdym meczu w Bełchatowie. Raz przychodziła sama, raz ze znajomymi, nie ważne z kim, zawsze była tak samo piękna i ładna w meczowej koszulce SKRY. Podejrzewał, że ładnie jest jej we wszystkimi innym. Uśmiechał się do niej, a ona oddawała mu uśmiechy. Takiego uśmiechu jeszcze nie widział. Taki uroczy, czarujący wręcz. I stało się. Kolejny mecz, postanowił, że podejdzie do niej i zagada, ale przyszła z jakimś chłopakiem, bardzo przystojnym z resztą, całowali się, obściskiwali, nie mógł na to patrzeć. Posłał jej jedynie ukradkowy uśmiech. Raz w ciągu całego meczu, a przecież były takie mecze, kiedy szczerzył się do niej przez dziewięćdziesiąt minut. Siedziała z chłopakiem. Chłopak był wyraźnie znudzony, natomiast ona dopingowała całym sercem. Widać było, że jest prawidziwym kibicem Skry. Nie sezonowcem, nie kibicem sukcesów. Widać było, że Skra Skradła jej serce. No, ale po co go tu przyprowadziła? Chciała, żeby siatkarz był zazdrosny? Chciała zrobić mu na złość? Ale przecież nic ich nie wiązało. Żadna werbalna czy niewerbalna umowa, przecież to były tylko zwykłe, może nawet koleżeńskie uśmiechy, a on oczekiwał Bóg wie czego. Mecz wygrali 3:0 i nawet dostał MVP, ale jakie to miało znaczenie, jeżeli jego dziewczyna, tak na prawdę nie była nawet w małej części jego? Nawet skrawek jej nie należał do niego. Wielkimi krokami zbliżał się mecz. Aż w końcu wielkie wydarzenie nastąpiło i dało się słyszeć pierwszy gwiazdek sędziego. W trakcie meczu kilkakrotnie posyłał dziewczynie spojrzenia czy uśmiechy znacznie śmielej niż ostatnio, mimo, że była z chłopakiem. Nie szło mu dzisiaj i został zmieniony. Siedział i obserwował dziewczynę. Uśmiechnął się do niej. Nagle piękna dziewczyna zaczęła się kłócić ze swoim chłopakiem, chłopak zaczął ją szarpać, aż w końcu ją zostawił. Została tam sama, zalana łzami. Chciał co niej wyjść, ją przytulić, ale przecież nie mógł w trakcie meczu opuścić boiska. Mecz szybko się skończył, z czego akurat się cieszył. Przeszedł przez barierki i doszedł do niej. Właśnie zabierała swój płaszcz z krzesła. Chwycił ją za ramię. Dziewczyna przestraszyła się, a potem uśmiechnęła serdecznie. - Zauroczyłaś mnie, nieznajoma. - Zauroczyłeś mnie, Atanasijevic.Oj, zawsze mówicie, że jest smutno to teraz macie jakieś zauroczenia :D chociaż wg. Mnie to jest najsłabsza historia na oneparcie. Ale tak patrzyłam na Alka na tapecie i nie mogłam się powstrzymać. :D
poniedziałek, 18 marca 2013
twelfth.
Każdy dzień był dla mnie pułapką. Plątałam się w sieci nieporozumień i konfliktów w samej sobie. Przerażała mnie ta nienawiść i miłość jednocześnie. Przerażałam siebie samą. Nie wiedziałam co mam robić, i w tym momencie on się oświadczył, to miał być najlepszy sposób na ogarnięcie swoich myśli i całego życia. To miał być sposób, żeby w końcu uwolnić się od wspomnień. Bolesnych wspomnień.
Ani różnica poglądów, ani różnica wieku, nic w ogóle nie może być powodem zerwania miłości. Nic, prócz jej braku.
Ani różnica poglądów, ani różnica wieku, nic w ogóle nie może być powodem zerwania miłości. Nic, prócz jej braku.
I to była prawda. Te dwa zdania zawładnęły moim życiem. Decydowałam się na bycie wiecznie nieszczęśliwą, żeby zapomnieć o tym, że byłeś, że jesteś i że wciąż Cię kocham, mimo że jesteś na drugim końcu świata. Ale nie mogłam zrobić nic innego i każda inna decyzja przyprawiała mnie o mdłości. Co ja mogłam zrobić? Przecież nie mogłam pojechać do Ciebie, do Gdańska, nie mogłam. Teraz byłam z Twoim bratem do którego nie czułam absolutnie nic, a wyznawanie miłości szło mi nadzwyczaj łatwo, co było dziwne. Kłamstwa są łatwiejsze. I nawet łudziłam się, że może miłość z czasem przyjdzie, ale teraz wiem, że nie. I jest tak, jakby miłość ktoś grał nam na skrzypcach bez strun.* Niestety świat toczył się dalej, a ja nie miałam tyle czasu, by ciągle się nad sobą użalać. Dni mijały szybko, i z każdym dniem było coraz bliżej naszego ślubu. Boże, jak to brzmi. Wyobrażacie sobie mnie z mężem, z gromadką dzieci i szczekającym psem? Ja sobie tego nie wyobrażam, nie jestem stworzona do budowania rodziny. Trzeba umieć to wszystko ogarnąć, a co ja mam zrobić? Nie jestem w stanie ogarnąć nawet własnych uczuć, nie jestem w stanie zrobić nic.
Marsz Mendelsona rozbrzmiewał w kościele, a ja z każdym dźwiękiem czułam się coraz gorzej i miałam ochotę uciec, ale było za późno. Miałam wyjść za Twojego brata. Ślub odbywał się w Polsce, ze względu na to, że cała rodzina tu jest. Nie chciałoby nam się ściągać jej do Francji. Szłam do ołtarza ze łzami w oczach, ale wiedziałam, że muszę za niego wyjść. Nie zepsuj dobrego imienia naszej rodziny, pamiętaj.
Doszłam przed sam ołtarz. Wzniosłam oczy ku niebu, może Bóg zdoła odwrócić losy mojego życia.
- Ja chciałem tylko powiedzieć, że nie jestem odpowiednią osobą, na odpowiednim miejscu. Ja... wiem, że tutaj powinien stać Grzesiek, bo dobrze wiem, Wiola, że Ty kochasz Grześka, a on kocha Ciebie. Grzesiek, chociaż raz pokaż, że masz serce. - powiedziałeś. Uśmiechnęłam się do Ciebie, nie wiedziałam jak Ci dziękować, przytuliłam się do Ciebie najmocniej i szepnęłam na ucho
-Dziękuję Kuba, dziękuję.
Podchodzisz do mnie. Wszyscy goście czekają na to, co zrobisz, ja też nie wiem, jaki masz plan.
- Wiola, kocham Cię. - mówisz.
-Ja Ciebie też, Grzegorz. - odpowiadam.
A teraz? Teraz jesteśmy wesołą rodzinką z dwójką dzieci i szczekającym psem. Pajęczyna została tylko w kącie pokoju, w głowie poukładane myśli. Dziękuję Ci, Jakub, za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
------------------------------------------
Takie tam z Łomaczami. Słodko, nie? :)
* SDM - tęsknota boli.
* SDM - tęsknota boli.
piątek, 8 marca 2013
Eleventh.
Liczyłam na jakieś przywitanie z Twojej strony,
cokolwiek.... nie wiem, mogłeś się chociaż przytulić? Przeszedłeś i
powiedziałeś cześć. Poszedłeś dalej, mnie wmurowało. Rozmawiałeś ze mną całą
noc, a dzisiaj stać Cię tylko na cześć? Co, szedłeś z kolegą, to co, wstyd się
przyznać, że poznałeś dziewczynę? Aż tak bardzo Ci z tym źle? Cały dzień
siedziałam w pokoju udając, przed samą sobą, że źle się czuję i nie wychodziłam
z pokoju – przeryczałam cały dzień, dzięki Tobie. I wiesz co? Jesteś skończonym
dupkiem. wyszłam na balkon, tak jak wczoraj , założyłam słuchawki i patrzyłam
przed siebie. Morze. Morze. Morze. Fale działają na mnie uspokajająco.
Słyszałam, że mnie wołasz, ale udałam, że nie słyszę. Nagle postanowiłeś
przejść przez barierkę co nadal totalnie mnie nie ruszyło, ale na zewnątrz. W
środku czułam strach, że coś Ci się może stać. A tu jednak. Niespodzianka.
Dobre, nie? Siadasz koło mnie i patrzysz przed siebie. Chyba też nie wiesz co
masz powiedzieć. Zdejmujesz moje słuchawki. Nie zwracam na to uwagi, ściągam je
i kładę na zimnym betonie. Nie odzywam się.
- No więc, co
tam u Ciebie? - pytasz. Siedzę cicho.
Szeptem wymawiam tylko : życie. Patrzysz na mnie dziwnym, obłąkanym wzrokiem.
Wczoraj wesoła, a teraz smutna jak nigdy dotąd. Nie takiej mnie chciałeś.
- Co jest? - pytasz ponownie.
- Życie. - odpowiadam oschle. Tak jak wcześniej.
- Ej, Daria, no weź... wszystko gra? Nic nie gra, nie widzisz co ja czuję? Nie
widzisz , ile we mnie emocji? Nie widzisz, że najchętniej bym się do Ciebie
przytuliła.
- Wiesz, mój drogi,
czasem jest tak, że emocje biorą górę nad człowiekiem. Znaczy próbują. Albo po
prostu, są tłumione, co powoduje tylko rozpacz i nic po za tym.Za bardzo
przywiązujemy się do ludzi, którzy mają nas gdzieś i nigdy prawdopodobnie się
nie odezwą. Przepraszam, muszę iść. - szepcę i wstaję. Wstajesz za mną i
zatrzymujesz mnie w swoich silnych ramionach. Nie chcę ich czuć – wiem, że to
skończy się złamanym sercem. -Odrywam się od Ciebie i patrzę w oczy. Widzisz ,
jak wyglądają moje oczy? Widzisz, ile łez w nich jest. Nie mówisz nic,
nachylasz się i całujesz mnie, szkoda, że po raz pierwszy i ostatni, jak myślę.
Wracam do domu w kiepskim nastroju. Wakacje udane, ale nadal nie wiem co sądzić
o tym wypadku z Tobą. Czy to dla Ciebie coś znaczyło? wątpię. Mijają sekundy,
godziny, dni, miesiące, aż w końcu minął rok.. nadal pamiętam. I nadal nie mogę
zapomnieć. Wiję się już od roku gdzieś w twoich ramionach, znaczy tak to sobie
wyobrażam. Nie odezwałeś się ani razu. Postanowiłam w końcu napisać.
- Gratuluję, udany
mecz! :) odpisujesz niemal momentalnie. Odpowiedź sprawia tylko, że w moich
oczach pojawiają się kolejne łzy. :
- Gdyby nie pewna osoba, która namieszała w moim życiu na pewno
nie był by tak udany. Słyszę dzwonek do drzwi. Schodzę po schodach, mam
nadzieję, że to nikt ważny, bo wyglądam jak siedem nieszczęść. Otwieram drzwi i
momentalnie na mojej twarzy pojawia się uśmiech! Wchodzisz do mojego mieszkania
i całujesz mnie namiętnie.
- Kocham Cię, Daria. - mówisz.
- Kocham Cię, Aleks.
Szkoda, że potem
znowu znikasz...Wrócisz?
-----------------------
Wiecie, że ja nie umiem pisać szczęśliwych zakończeń
bo sama ich nie doświadczam swoją drogą, ale co zrobisz, buta nie zjesz.
Przepraszam, za tak długą nieobecność.
Kuna.
sobota, 2 lutego 2013
tenth.
Minuta za minutą, a czas jakby się
zatrzymał. Pijesz kolejny kieliszek. Co za różnica który? I tak
przegrałeś. Przegrałeś swój mecz. Mecz z Słowenią Przykre,
prawda? To twoje mózgu nie docierało, że picie tak dużej ilości
alkoholu nic nie zmieni. Teraz liczył się tylko ten procentowy
towarzysz.
- Kelner! Jeszcze raz to samo.... albo
przynieś od razu trzy. - odezwałeś się pijackim głosem. Facet
obok spojrzał na ciebie niechętnie, jednak się nie odezwał. Nie
śmiał, nie miał odwagi. Ha! Do niego, do wielkiego pana Michała
odezwać się... Ktoś taki jak on? Nie do wyobrażenia. Kelner podał
ci trzy kieliszki wódki. Obok przysiadła się jakaś kobieta.
Patrzyła na ciebie uważnie, wcale nie zrażona spojrzeniami, które
jej posyłałeś.
-Jak się czujesz, panie Kubisztal? -
zapytała, z głosem na pół drwiącym, na pół poważnym. Ten
patrzył na nią chwilę zainteresowany. No, w końcu był mężczyzną,
mimo iż pijany mógł stwierdzić, że była ładna, nawet bardzo.
-A jak się mogę czuć? - odpowiedział
pytaniem, na pytanie, zastanawiając się, skąd ta dziewczyna się
urwała i jak śmiała się do niego odezwać. Bo wiecie, pijany
Michał, to nie ten sam Michał, zmieniał się wtedy diametralnie.
Nie był już miły i mało go obchodziło, co ludzie sobie o nim
pomyślą. - Przegraliśmy mecz. Mam się cieszyć, a może udzielać
wywiadu, dlaczego nam źle poszło? - patrzał dalej na nią, prosto
w jej oczy. - Przecież, to oczywiste, że ja wszystko zepsułem.
Gdyby nie te rzuty karne, wszystko było by dobrze, ale nie, musiałem
to wszystko... ahh.. - podparł się łokciami na blacie, a głowa
schowała się w jego dłoniach. Siedział teraz bokiem do niej.
Dziewczyna się zaśmiała. Tak po prostu. Nie pocieszała go, nie
czuła się do tego zobowiązana, zaraz jednak ucichła i spojrzała
na niego poważnie, zbudzał w niej jednak litość? Nie, to było
współczucie. Zachowywał się jak małe dziecko, które nie
rozumie, że czas na zabawę się już skończył i czas się położyć
spać..
-Nie ma się co obwiniać. Nie tylko
ty popełniłeś błędy. Gdybyście mieli wygrać, to byście
wygrali. Najwyraźniej, tamta drużyna była bardziej przygotowana, a
ty już tego nie zmienisz. Wina leży w całej drużynie, nie w
jednostkach. Jak nie tym razem, to następnym. - powiedziała,
poklepała go po ramieniu i wstała. Nie miała nic więcej do
dodania, niech on sam sobie to przemyśli.
rok później
Siedział tam, jak rok temu. Siedział
tam i opijał zwycięstwo z kolegami. Wygrali, dzięki temu
ostatniemu rzutowi, ostatniemu karnemu, który strzelił tak, że
Chorwaci zbierali szczęki z podłogi. Bo jak, on nie potrafi? Wręcz
przeciwnie! Jest mistrzem. Na jego szyi zawisł złoty medal, to się
nie bierze znikąd. Gdyby to było mało, został wybrany najlepszym
zawodnikiem całego turnieju. Jeszcze jakieś pytania?
Siedziałaś przy barze i
posyłałaś mu ukradkowe spojrzenia. Nie chciałaś podchodzić,
stał z kolegami, nie chciałaś przeszkadzać. Pewnie mieli jakieś
swoje sprawy, jakieś swoje przemyślenia. Ile ty wiedziałaś o
piłce ręcznej? Dużo, ale na pewno nie tyle, co oni. Nagle jego
koledzy gdzieś wyszli. Siedział sam i uśmiechał się przed
siebie, na dobrą sprawę nie wiadomo do kogo. Może do Ciebie?
Postanowiłaś w końcu podejść.
- Jak się czujesz, panie Kubisztal?
- powiedziałaś uśmiechając się serdecznie.
- A jak się mogę czuć? -
odpowiedział pytaniem, na pytanie, uśmiechając się figlarnie do
dziewczyny. - Wygraliśmy mecz. Cieszę się jak idiota.
- Mówiłam! - powiedziałaś i
uśmiechnęłaś się jeszcze piękniej niż zwykle. Przyglądał Ci
się dłuższą chwilę po czym cię pocałował. Oddałaś
pocałunek po czym poklepałaś go po plecach i odeszłaś. Wyszłaś
z klubu uśmiechnięta, ale trochę zdziwiona swoim i jego
zachowaniem. Czego on może chcieć od zwykłej dziewczyny
pracującej na poczcie? Nagle ktoś złapał Cię za ramię.
- - Już raz mi uciekłaś, wystarczy. - powiedział i pocałował ją zachłannie. Już nie pozwolił jej odejść.---------------------------------------------------tak bardzo wesołe, tak bardzo w nie moim stylu! :P
środa, 23 stycznia 2013
Ninth.
"Miłość
jest odmianą schizofrenii" - ten cytat ma coś w sobie.
Wszędzie widzę Twoją twarz, słyszę Twój głos, czuję Twoją
obecność. Chociaż wiem, że jestem sama w pokoju..."
Pamiętam to jak dziś. Jeden dzień, właściwie jedna noc, wieczór.
Siedział sam na ławce i patrzył w gwiazdy. Zdziwiłam się, co się dzieje, zawsze najbardziej uśmiechnięty, pozytywnie zakręcony. Dzisiaj nie był sobą. Z nikim nie rozmawiał. Nie wiele zjadł. Po prostu był, ale tylko dlatego, że musiał. Podeszłam do niego. W sumie to zawsze chciałam go poznać, ale z każdym kolejnym dniem, który spędzał w ośrodku odchodziłam od tego pomysłu. Usiadłam koło niego na ławce. Tak po prostu. Nic nie mówiłam, po prostu byłam. Tak jakbym wiedziała, czego potrzebuje.
- Rzuciła mnie. Po dwóch latach, skończyła nasz związek. - powiedział. Wyjął z kieszeni pierścionek. - Po igrzyskach miałem się oświadczyć. Przekreśliła wszystko.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Milczałam.
- Wiesz, ludzie są i odchodzą, widocznie nie była Ciebie warta. Tego kwiatu to pół światu.. - powiedziałam cicho.
- A trzy czwarte nic nie warte. Ja chcę ją, moją Kasię. Tęsknię za nią.
- Myślę, że jak już odeszła, to nie ma co tęsknić. Stało się, nie cofniesz czasu, nawet gdybyś bardzo chciał. Czasami lepiej rozejść się wcześniej, niż wtedy, kiedy będzie już za późno. Nie przejmuj się, widocznie nie była odpowiednia. Wiem, to marne słowa, ale powiedzmy, że kiedyś przeszłam coś podobnego. Da się przeżyć, uwierz mi. Po nocy zawsze nastaje dzień, a po burzy wychodzi słońce. Uszy do góry, wygraj igrzyska i wróć jeszcze silniejszy! - powiedziałam.
- Masz rację. Muszę już iść, dziękuję. -odpowiedział i odszedł.
Wtedy widziałam go po raz ostatni. W ośrodku się nie pojawił. Pewnie wróci tu za rok, na zgrupowanie kadry. Tęsknie za nim, mimo iż prawie go nie znałam. Idąc na miasto szukam jego twarzy pośród tłumu, chociaż dobrze wiem, że nie ma prawa go tu być. I że nigdy w życiu go już nie spotkam. Przygoda pod tytułem " Spała " skończyła się pół roku temu. Nie potrafię sobie znaleźć miejsca w Bełchatowie, wiedząc, że gdyby to wszystko stało się rok wcześniej, może wyglądało by to inaczej? Moje rozmyślania przerywa dzwonek do drzwi.
Z westchnieniem podniosłam się poprawiając szarą bluzę. Po drodze zaczęłam się zastanawiać kto o tej godzinie może czegoś ode mnie chcieć. Otworzyłam drzwi, a moje serce przez chwilę przestało bić, oczy o mało nie wyszły z orbit, a nogi ugięły się pode mną.
- Nie za późno? - odezwał się JEGO głos. Taki sam, jak pół roku temu. Patrzyłam dłuższą chwilę na niego.
-To naprawdę ty?
---------------------------------------------------------------------------
takie tam, słodkie z Kurkiem.
by
Esti
i
Ja :D
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Eighth
Z krucyfiksu co noc
Patrzy się na nią
Kiedy składa na pół
Sukienkę tanią
Nie powie nic kiedy znów
Włoży ją rano
Wszystko już o niej wie
Tani stróż anioł
Składałaś ubrania. Co
jakiś czas zerkałaś na krucyfiks zawieszony na ścianie, co jakiś czas ocierałaś
łzy. Nie wiesz dlaczego Cię to spotyka. Nic nie zrobiłaś złego. Chciałaś być w
każdym aspekcie jak najlepsza, chciałaś mu się podobać, już na zawsze...
Drugi rok stoi tam
Za firanką
Nie wybaczy mu że
On poszedł z tamtą
Wylało się na stół
Moralne salto
Wkładasz ubrania do
szafy. Podchodzisz do okna i widzisz jak wychodzi gdzieś z inną. Ile to już
minęło? Miesiąc? Dwa? Trzy? Pół roku? Nie. To już dwa lata. Dużo czasu. Nie
potrafisz od niego odejść, za bardzo go kochasz. Ale co Ci pozostaje innego?
Przecież nie możesz się na to godzić, nie możesz mu wybaczyć.. Chyba, że
obieca, że się zmieni? Przecież obiecywał to setki razy, nie dotrzymał
obietnicy.
Ściera swój uśmiech ze starych zdjęć
Jego uśmiechu część
Głodne oczy nakarmi
Dobrze wie już że My
Się nie dzieli przez trzy
Z młodszymi koleżankami
Jeśli już ktoś dziś puka w jej drzwi
To z całych sił tylko przeciąg
Przeciąg trzaska złudzeniami
Na parapecie leży wasze zdjęcie. Bierzesz je do ręki.
Jesteście na nim szczęśliwi, uśmiechnięci. Tacy, jak byliście trzy lata temu,
po ślubie. Teraz wiesz już, że my się nie dzieli przez trzy, że nie można tak
dłużej żyć, że to nie prowadzi do niczego dobrego, że to nie będzie miało
końca.
Mocniej wtuli się w koc
W czarnej godzinie
Nie policzy tych łez
Zostały w kinie
Pożegna ją dym ze świec
Popiół w kominie
Z krzyża zszedł dziś w tę noc
Nie będzie przy niej
Odchodzisz od parapetu, on też odszedł ze swoją nową lubą,
możesz podziwiać tylko jego cień , ale po co? To prowadzi tylko do zguby.
Otulasz się kocem. Łzy same płyną Ci po policzkach, nie wiesz co zrobić. Ale na dobrą sprawę
chyba nic nie możesz zrobić. Ściągasz krucyfiks, żeby Pan Bóg nie patrzył na
to, co nadejdzie. Bo on nie może tego widzieć.
Ona coraz śmielszą ma chęć
I w kuchni palnik z gazem
Sama sobie wydaje się tłem
i życie jej puszcza się płazem
Ona przeklina ten dzień
I siebie przed ołtarzem
Udajesz się do kuchni. Patrzysz na kuchenkę i zastanawiasz
się co zrobić. W końcu decydujesz się na ten krok. Odkręcasz kurek i siadasz na
podłodze. Wspominasz ten dzień, kiedy byliście razem, szczęśliwi, na ślubnym
kobiercu. Przeklinasz ten dzień. To właśnie on zaważył o tym, co się za chwilę
stanie. Bo to już musi być koniec. Nie możesz być tłem swojego małżeństwa, nie
potrzebną osobą , nie będziesz mu wadzić.
Nie pytaj mnie skąd o tym wiem
Opowiem ci o tym innym razem...
Skąd o tym wiem? Jestem jej aniołem stróżem, który na
dzisiejszą noc musiał ją opuścić. Nie jest mi z
tym łatwo, Bóg tak chciał. Nie mogę patrzeć jak ona umiera, to dla mnie
za dużo, była taka dobra dla wszystkich...
Niefajnie jej z tym
Nie pytaj czy jej fajnie
------------------------------------------------------------------
Smutno mi. Szczerze? Nie wiem jaki siatkarz tu może pasować, dlatego wybór pozostawiam wam.
Może to być Bartman, może to być Kubiak, Łasko, Kurek, Matju Anderson, Zajcew, Masterandżelo, czy kogo tam chcecie.
Popłakałam się przy tym.
To będzie taki mój mały powrót.
środa, 16 stycznia 2013
Seventh.
Kiedy wyciągnął ostatnie pieniądze z portfela na alkohol to
wszystko przestało mnie bawić. Mogłam za niego nie wychodzić, byłam naiwna,
wierzyłam w to, że on się jeszcze zmieni. Tacy ludzie się nie zmieniają.
Spakowałam swoje rzeczy. Uciekłam do mojego brata. To jest najlepsze
rozwiązanie. Papiery rozwodowe czekają tylko na podpisanie. Zwalam się trochę
na głowę mojemu bratu, mam nadzieję, że nie ma mi tego za złe. Wiem, że mogę do
niego przyjść i nie powie mi ; a nie mówiłem? , tak, jak zrobili by to rodzice.
Oni zawsze tylko krytykowali. Chociaż, mój brat też nie miał łatwo. A teraz
przeniósł się do Rzeszowa, został kapitanem tamtejszej Resovii, a ja mogłam
podziwiać wspaniałą grę mojego brata! Mieszkałam u Oliega, Olieg był
zadowolony, przynajmniej miał porządny obiad, a nie jakieś jedzenie odgrzewane
na mieście Myślę, że nie miał na co narzekać. Jednak nie chciałam się z nikim spotkać, mimo,
że Olek chciał mnie swatać z jakimiś swoimi kolegami z drużyny tłumacząc za
zwyczaj no weź, on jest sam, biedny taki, szkoda chłopaka. Ja na razie chciałam
być sama. Chciałam poczuć wolność. Wolność, którą dnia 28 października 2012 dał
mi sąd. W końcu uwolniłam się od męża. Cieszę się, że wzięłam z nim tylko ślub
cywilny, chociaż zawsze marzyłam o kościelnym. Coś mnie jednak powstrzymywało,
tam w środku. Wróciłam właśnie z codziennych zakupów, jak zawsze w tym samym
sklepie. Wydawało mi się, że spotkałam jakiegoś kolegę Alka z drużyny, ale nie
byłam pewna, osłoniłam się szalem i uciekłam.
Zdaje mi się, że spotykałam go codziennie, chyba będę musiała zmienić
sklep.
- Olga! - krzyknął,
gdy tylko wszedł do domu. - Mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia!
Znalazłem Ci pracę! Słuchaj, potrzebują fotografa! Znaczy asystenta, no, na
razie to nie będą wielkie pieniądze, ale zawsze coś Ci tam wpadnie.
- Jezu, Alek! Dziękuję Ci! Nie wiem co bym bez Ciebie
zrobiła.. Dziękuję Ci! - powiedziałam a z moich oczu pociekły pojedyncze łzy.
Ale zaraz... Będę musiała wtedy spotykać wszystkich Twoich kolegów? Może lepiej
gdyby nie wiedzieli, że masz siostrę, co? Nie narobił byś sobie obciachu. Ani
nic. Wiesz, ja do tego twojego siatkarskiego świata chyba średnio pasuję.
- A , głupoty
opowiadasz! Chodź lepiej coś zjeść i pojedziemy na popołudniowy trening,
podpiszesz umowę, przedstawię Cię chłopakom. Fajnie będzie. Zobaczysz. Zrobiłaś
mi coś do jedzenia, siostrzyczko? - zapytał i w tej chwili zadzwonił dzwonek.
Popatrzyliśmy się na siebie z minami : spodziewasz się kogoś? Jednak oboje
pokiwaliśmy głowami przecząco. Postanowiłam przejąć inicjatywę i poszłam
otworzyć. Trochę się przestraszyłam.
- Dzień dobry, jest Olieg? - zapytał łamaną polszczyzną. Ta
jego polszczyzna była urocza, a jednocześnie on sam, miał cudowny błysk w oku.
- Jest, proszę wejść. Olieg, masz gościa.
- Kogo znowu niesie? - zapytał mój brat i przywitał się z
kolegą. - Co Cię tu sprowadza?
- Boli mnie kostka jakiś domowy sposób znasz? Nie chcę się
truć lekami i maściami , to nic nie daje. - powiedział, i znowu tak uroczo
łamał polszczyznę.
- Moja siostra coś poradzi. Olga? - zapytał.
- No, już zaraz. A ty się rozbierz i poczekaj chwilę na
mnie. Chcesz jakiejś herbaty , czy coś?
- Nie , dziękuję. - powiedział i uśmiechnął się uroczo.
Oddałam uśmiech i poszłam do kuchni po kapustę. Kapusty jednak nie było, ta
koza , Olieg musiał ją zjeść
. - Olieg! Idź po kapustę, cebulę kup przy okazji. -
powiedziałam. Mój brat zaczął protestować, ale popatrzyłam na niego złowrogo i
wyszedł do sklepu. Ja tymczasem nalałam do miski zimnej wody i olejku, który
podobno pomagał, a to wszystko zaczyna się przecież w głowie. Wzięłam gazę z
apteczki i podeszłam do siatkarza.
- Dobra, wielkoludzie. To teraz się połóż i ściągnij
skarpetkę. - W którym miejscu Cię boli? - zapytałam.
- tu. - powiedział z dziwnym akcentem i pokazał miejsce, w
którym odczuwał ból. Ja w tym czasie
dotknęłam tego miejsca palcami i zatoczyłam krąg, on w tym czasie zrobił to samo, nasze palce się
musnęły. Zarumieniłam się lekko i zabrałam rękę z kostki chłopaka. Noga nie
była spuchnięta, na moje oko symulował, już trochę się z tym obyłam, ale
odpuściłam i przyłożyłam mu do nogi okład. Do mieszkania wparował Olieg z
kapustą.
- Mam. - powiedział i
dał mi kapustę. Oderwałam parę liści, przyłożyłam siatkarzowi do nogi i
opatrzyłam bandażem.
- I leż tak dopóki
nie powiem dość.
- Olieg, zabaw gościa, bo mu się będzie nudziło. I nagle
dzwonek do drzwi, Olek poszedł otworzyć i wrócił z listami.
- Olga, to zabawisz gościa, ja muszę rachunki popłacić..
dobrze? - to ja może pójdę, nie będę wam robić kłopotu. - Leż! - krzyknęłam.
Idź Olek, idż, my sobie damy radę. Olek wyszedł. Siatkarz nadal leżał na sofie.
Przyjrzałam się mu. To ten sam, który był w sklepie. Uklęknęłam przed nim.
Uśmiechnęłam się.
- Mogę poznać twoje imię?
- Jochen jestem. -
powiedział, porwał moją rękę i pocałował.
- Olga. - powiedziałam i zarumieniłam się.
- No to opowiadaj co
tam u Ciebie, skąd się tu wziąłeś i na ile zostajesz. - powiedziałam. Usiadłam
tyłem do niego i oparłam się o sofę.
- Wszystko w porządku. Wziąłem się tu z Niemiec i zostanę
jak najdłużej. Mam nadzieję. - A ty? Mogę? - powiedział dotykając moich włosów.
- Możesz. - powiedziałam. Uwielbiałam jak ktoś bawił się
moimi włosami. - Jestem tu od ponad tygodnia, mam zamiar zostać na zawsze. I
właśnie jestem szczęśliwą rozwódką. - powiedziałam. On nie przestawał bawić się
moimi włosami. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa. Obróciłam się i to było
błędem. Popatrzyłam w jego oczy i nie mogłam oderwać wzroku. Nasze twarze
zaczęły się zbliżać. Pierwszy pocałunek. Namiętny, pełen pasji.
- Jestem tu, żeby Cię
pilnować. Jestem tu na zawsze. Jestem tu, żeby Cię kochać. Spróbujemy?
- Spróbujemy. A ten
pomysł z udawaniem, że boli cię noga, był naprawdę ambitny. Olieg? - zapytałam.
- Olieg.-
odpowiedział i uśmiechnął się. Uśmiechnął się prosto w moje serce.
----------------------------
Jochen Shops! Mój mistrz :)
Zauważyłam, że każda z bohaterek w moich opowiadaniach ma jakąś cząstkę mnie.
Wiem, że każda z tych historii na dobrą sprawę jest taka sama... Usunąć wszystko? Może tak będzie lepiej.
Wiem, że każda z tych historii na dobrą sprawę jest taka sama... Usunąć wszystko? Może tak będzie lepiej.
czwartek, 10 stycznia 2013
sixth
To dziwne, że jedna, mała osóbka jest w stanie zmienić
tak wiele w moim życiu. Jedna osóbka, która doprowadziła do tego, że jestem
teraz sama, przytulając mnie sprawia, że jestem najszczęśliwsza na świecie.
Postanawiam zabrać ją na mecz, niech zobaczy tatusia na żywo. Przez swoje pięć
krótkich latek nie widziała go ani razu na oczy, jedynie w telewizji. Ja też go
nie widziałam, jedyne co wiem to to, że tęsknie, nawet jeśli przyzwyczaiłam się
do tej tęsknoty. Dagmara wie, że przyjeżdżam. Chociaż i ona nie pochwala tego,
że uciekłam wtedy – pięć lat temu. Teraz postanowiła namówić mnie na powrót.
Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale nie radzę sobie już z moją tęsknotą.
Kupiłam malutkiej koszulkę z numerem taty, sobie z resztą też. Spotkałyśmy się
z Dagmara i Oliwierem na trybunach. Przywitaliśmy się. Mała od razu wyhaczyła
swojego tatę.
- Mamo! Mamo! A ten pan z numerem takim jak my na
koszulce to jest tatuś? Kochasz go? Będziecie razem? Będziemy szczęśliwą
rodziną?
-Chodź tu malutka. Mama kiedyś zrobiła tatusiowi coś
złego, i nie wie , czy tatuś będzie chciał być z mamusią szczęśliwy. Ale z Tobą
na pewno. I będzie Cię kochał, zabierał na lody i na plac zabaw. A teraz leć i
dopinguj tatusia z Olim. - Malutka ucieka , a do moich oczu napływają łzy.
- Dominika! Nie płacz! Jeszcze dzisiaj będziesz
najszczęśliwsza na świecie! Zobaczysz! Dopinguj, żeby nie przegrali, jak
przegrają to nie będzie miał ochoty na poważne rozmowy. Mecz zakończył się
szybką wygraną z czego się cieszyłam, ale jednocześnie byłam przerażona, bo
nadchodził ten czas, kiedy musiałam zacząć z Tobą poważnie rozmawiać.
Oliwka! Kochanie, czekaj! - usiłuję ją powstrzymać, ale
młoda ucieka do Ciebie. Prosto w objęcia tatusia. Postanawiam zachować
odległość, dlatego też wracam na swoje miejsce i obserwuję sytuację. Nagle
gdzieś zniknęliście. Odnalazłam was wzrokiem. Kucasz przy Malutkiej, a ona
zacięcie Ci coś tłumaczy i opowiada. I nagle patrzysz na mnie. A ja nie wiem co
zrobić. Odwracam wzrok.
- Najlepszym zawodnikiem meczu zostaje Łukasz Kadziewicz! Bierzesz małą na ręce i idziesz odebrać statuetkę. I nagle nie wiem jakim cudem w Twojej dłoni znajduje się mikrofon. - Dziękuję za ten mecz. Kolegom z zespołu, Wam – kibicom, a szczególnie Tobie Dominika. Dziękuję. Na hali słychać tylko brawa. Podchodzisz do barierki, a Oliwka ucieka do mnie. Podchodzę do Was.
- Najlepszym zawodnikiem meczu zostaje Łukasz Kadziewicz! Bierzesz małą na ręce i idziesz odebrać statuetkę. I nagle nie wiem jakim cudem w Twojej dłoni znajduje się mikrofon. - Dziękuję za ten mecz. Kolegom z zespołu, Wam – kibicom, a szczególnie Tobie Dominika. Dziękuję. Na hali słychać tylko brawa. Podchodzisz do barierki, a Oliwka ucieka do mnie. Podchodzę do Was.
- Mamusiu, wiesz, że tatuś powiedział, że mnie kocha? I
ciebie też? I będziemy teraz szczęśliwą rodziną!I będziemy razem jeździć na
wakacje? I będę miała rodzeństwo? Proszę!- mówi.
Przytulam ją do siebie. Z moich oczu ciekną łzy. A po chwili zaczynam się śmiać.
Przytulam ją do siebie. Z moich oczu ciekną łzy. A po chwili zaczynam się śmiać.
-Kochana, z tym rodzeństwem to ja nie wiem! - mówię i
przytulam ją do siebie jeszcze mocniej. Biorę ją na ręce i wstaję. Prędzej czy
później będę musiała z Tobą porozmawiać.
-Łukasz, ja...
-Cii, nic nie mów, słowa są niepotrzebne. Ważne, że
jesteśmy razem.
A już po ponad roku nasza rodzina się powiększa. Taka prawdziwa. Taka, o jakiej marzyłam. Zawodnikiem życia zostaje Łukasz Kadziewicz.
------------------------------
Chcą wesołe to mają :D
zapraszam na drugiego bloga : http://ilebyleswart.blogspot.com/ ;)
informuję przez gg 23215784
A już po ponad roku nasza rodzina się powiększa. Taka prawdziwa. Taka, o jakiej marzyłam. Zawodnikiem życia zostaje Łukasz Kadziewicz.
------------------------------
Chcą wesołe to mają :D
zapraszam na drugiego bloga : http://ilebyleswart.blogspot.com/ ;)
informuję przez gg 23215784
wtorek, 1 stycznia 2013
Fifth.
Na pewno tęsknię i czekam. Na pewno nie wiem, co dalej.
Praca, dom, praca, dom, praca, dom, dom, praca, praca, dom. Ciekawe połączenie,
prawda? Wrócisz dopiero za tydzień, Drogi Współlokatorze.Mój największy przyjacielu. Wierzycie w
przyjaźń damsko – męską? Ja nie. Prędzej czy później i tak się ktoś zakocha,
jak to było w moim przypadku. Otóż znam i mieszkam razem z pewnym siatkarzem.
Właśnie jest u rodziców. Po igrzyskach. . Nie mam z nim kontaktu - a raczej mam, ale bardzo słaby. Większy mam
teraz z jego największym przyjacielem. Tak. Właśnie tak. Znaczy źle. Wcale mi
to nie pasuje. Jego przyjaciel, mówi, że istnieje coś, co mówi, że podobam się
właśnie Tobie. Nie okazałeś mi tego nigdy, w żaden sposób. Czekam w
niepewności. Nie wiem, co teraz zrobisz wobec mnie. Bardzo możliwe, że nic nie
zrobisz. Wszystko będzie tak jak dawnej, ja Cię będę kochała , a ty będziesz
uważał, że jestem tylko dobrą pocieszycielką, jak rzuci Cię jakieś dzikie
dziewczę. Wiesz co? Najlepsze jest to, że oddalamy się od siebie z każdym
dniem, z każdą sekundą. To mnie boli, ale to było do przewidzenia. Pozostaje mi czekanie.
·
Tydzień
później.
Wracasz dzisiaj. Boję się, nie wiem co
zrobisz, jestem strasznie niepewna. Może informacje od Twojego przyjaciela są
po prostu przedawnione? Może w Londynie spotkałeś kogoś? Wracasz bez medalu,
zawiedziony. Wchodzisz do mieszkania. Wychodzę do Ciebie, żeby się przywitać.
Przytulam się do Ciebie, odtrącasz mnie.
-
Wyjeżdżam do Rosji. - mówisz. Wchodzisz do swojego pokoju, zamykasz się i
zaczynasz pakować wszystkie swoje rzeczy. Najlepiej jest uciekać od problemów,
prawda? Wchodzę do swojego pokoju, przebieram się w dres, włączam głośno
muzykę, metal i zaczynam płakać. Jak dziecko. I to nie chodzi o to, że jesteś
oschły. Wyjeżdżasz. Ten wyjazd kończy się zerwaniem znajomości. To jest koniec.
Ty jesteś początkiem i końcem. Ty, tylko ty. Nie wiem co mam zrobić, przecież
nie pierwszy raz mam złamane serce, ale teraz czuję się jak ostatnia idiotka.
Piszę list.
Bartku,
Cóż ja
Ci mogę powiedzieć. Cieszę się, że wyjeżdżasz i jedziesz szukać szczęścia i
spełniać swoje marzenia. Jednak szczęście czasem jest bliżej niż myślisz. A
może po prostu tego nie dostrzegasz, albo nie chcesz dostrzegać , to teraz nie
jest ważne. Nie ma mnie tu teraz, i spokojnie nie wrócę. Przyjdę jeszcze po
drugą partię ubrań, nie zdążyłam wziąć wszystkiego, nie będę Ci siedziała na
głowie, to w końcu Twoje mieszkanie. Powodzenia w Rosji. Będę trzymała za
Ciebie kciuki.. bo.. bo... może kiedyś Ci powiem,a może już nigdy nie będziemy
ze sobą rozmawiać, co jest najbardziej prawdopodobne. Żegnaj Bartek, udanego
dnia, udanego życia w Rosji.
Paula.
Pakuję swoje walizki szybko i wychodzę
z mieszkania. Nie wiem nawet, czy ty masz zamiar wyjść z pokoju, pójść za mną.
Nie wiem co czujesz, i co myślisz, ale chcę zacząć wszystko od nowa.Wiem, że wyjedziesz. Wiem, że prędzej czy później znajdziesz szczęście.
Wiem, że
już jesteś w Rosji. Piszą, że grasz w podstawowym składzie, spełniasz się.
Cieszę się. Przeprowadziłam się na drugi koniec miasta, żebyś nie musiał mnie
dłużej widywać. Raczej , żebyś nie spotkał mnie przypadkiem. Teraz Twoim miastem jest Moskwa. Nagle dzwonek do drzwi. Otwieram. Stajesz w drzwiach z bukietem
czerwonych róż.
- Cześć. - mówisz.
-
Hej. - burczę. Po co przyszedłeś? - pytam.
- Musimy porozmawiać.
- Wątpię, nie
mamy o czym. Cześć. - mówię i zamykam Ci drzwi przed nosem. Wracam do swojego
pokoju i zaczynam płakać. Przez uchylone drzwi balkonu do mojego pokoju wpada
ciepło. O nagle coś zasłania mi słońce. A raczej ktoś. To ty. Nic nie mówisz,
podchodzisz do mnie i
mocno przytulasz, o, tak, teraz szczęście jest bliżej niż zawsze, szkoda, że
tak późno to doceniłeś, bo ja już znalazłam inną drogę.----------------------------------------------
Flaki z olejem. Masło maślane.
Jak kto woli.
Słabe. Po prostu.
Kuna.
sobota, 29 grudnia 2012
Fourth.
Przechodzę obok Ciebie w krótkiej, czerwonej sukience do
połowy uda. Na nogach mam wysokie szpilki, tak, że w końcu moja głowa dosięga
twoich barków. Duży rodzicom wyrosłeś. Za duży, no ale w końcu to pozwoliło Ci
rozwijać pasję, czyż nie? Głupie pytanie. Oczywiście, że tak. Od pięciu lat
zdążyłeś wypięknieć, oj tam, zdecydowanie. Oczy Ci wypiękniały, buzia z resztą
też. Teraz jesteś uroczym, dobrze zbudowanym mężczyzną. Z resztą wtedy też
byłeś. Ludzie się zmieniają. Mam nadzieję, że Ty też. Przychodzisz do '
naszego' mieszkania, masz poznać ukochaną swojego przyjaciela, dobre nie? Przychodzisz
sam. Czyżbyś nie potrafił ułożyć sobie życia,
tak jak ja kiedy mnie zostawiłeś? Ha, wiedziałam, że Ciebie też to
dotknie. Prędzej czy później. Przechodzę koło Ciebie i nie rozpoznajesz mnie,
panie Winiarski. Nie dziwię Ci się. Pięć lat temu, kiedy miałam 16 lat , byłam
inna. Wygląd podobny, a jednak. Spoważniały mi rysy twarzy. Pamiętam wszystko,
wiesz? Pamiętam , jak chciałeś nazwać swoje dzieci, pamiętam jak obiecywałeś mi
dużo różnych rzeczy, a potem odzywałeś się raz na ruski rok. A potem w końcu
przestałeś. Urwał nam się kontakt, bo dowiedziałeś się, że się w Tobie
zakochałam, prawda? A, bo istniało coś, co mówiło, że Ty też mnie kochasz, ale
już po trzech miesiącach o mnie zapomniałeś. A ja nie spałam. Od słowa do
słowa, kontakt nadal trzymałam z Twoim kolegą, który był dla mnie bardziej
uprzejmy, a przede wszystkim pomagał mi. I wiesz co? Masz wspaniałego
przyjaciela, od którego możesz się uczyć. Udawanie pary wcale nie sprawiało mi
przyjemności, tym bardziej, że dalej Cię kochałam. A Mariusz to wiedział.
Postanowił mi pomóc. Ciekawe doświadczenie, prawda?
- Michał to jest Karolina, Karolina to jest Michał.
- Miło mi Cię poznać.
- powiedziałeś całując mnie w rękę. Haha, mi Ciebie też, mimo, że tyle przez
Ciebie już przeszłam. Masz błysk w oku. Ten sam, który miałeś pięć lat temu.
- To może wejdźcie do
pokoju, a ja pójdę nałożyć jedzenie. - powiedziałam i zniknęłam za drzwiami
kuchni..
- Mariusz, gdzie ty ją znalazłeś? Mam wrażenie, że znam ją
skądś. - mówisz, niby szeptem, ale przecież słyszę, nie jestem głucha.
- A, tak przypadkowo się kiedyś spotkaliśmy i od słowa do
słowa, od sms do sms od przyjaciół do pary. A co?
- Nie nic nic.
Wchodzę do pokoju i nakładam wam porcję zapiekanki
warzywnej. Mam ochotę rzucić Ci się w ramiona, ale chyba nie wypada.
- Czym się zajmujesz na co dzień?
- Studiuję fizjoterapię, na pierwszym roku jestem.
Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Wieczór upłynął przyjemnie.
Mariusz tak jak obiecał 'dostał telefon' i musiał gdzieś uciec.
- Kochasz go? - zapytałeś. Absurdalne pytanie, oczywiście że
nie.
- Oczywiście, że tak, inaczej bym z nim nie była.
- Mam wrażenie, że skądś Cię znam.
- To nie jest możliwe. Znałam kiedyś jednego Michała
Winiarskiego, ale to nie byłeś ty. - odpowiadam na jednym wydechu. Wstałam z
krzesła i chciałam pozbierać talerze. Jednak ty też wstałeś. Położyłeś swoją
rękę na mojej, niby przypadkowo. Zarumieniłam się.
- Zostaw, ja pozbieram.
- Nie, no bez przesady, to tylko kilka talerzy, poradzę
sobie, dziękuję. - odpowiadam, ale i tak wiem, że nie odpuścisz, już trochę się
przejrzałam. Nagle zadzwonił mój telefon, oczywiście był to Mariusz. Mój
dzwonek chyba zaczął Ci coś przypominać. Pamiętasz, jak śpiewałeś mi kocham Cię
jak Irlandię? Oczywiście, że nie. Zdążyłeś w tym czasie zanieść talerze do
kuchni i zacząć zmywać.
- Michał, zostawże to! Ja sobie poradzę.
-Ze mną się kłócisz?
-powiedziałeś uśmiechając się i patrząc na mnie z góry. Nasze twarze zaczęły
się przybliżać, już prawie się pocałowaliśmy, kiedy do mieszkania wszedł
Mariusz. I Bogu dzięki. Mam zamiar wystawić Cię w jeszcze bardziej podły sposób
niż ty zrobiłeś to ze mną. Albo nie. Jeszcze nie wiem, co z Tobą zrobię.
Przemyślimy to.
- No cześć, już jestem! Karola idę się myć, palce mi
odmarzły! Nienawidzę zimy. O! Michał, jeszcze tutaj? A spoko, dobra, idę się
myć, nie obraź się.
- Mariusz! Czekaj! -
wołam i całuję go namiętnie w usta. No,
i co ty na Kochany Michale?
- Już Ci cieplej? -
pytam Mariusza.
- Oczywiście!
- Dobra, Mariusz, ja się będę już zbierał. Trzymaj się, pa
Karolina!
- Cześć Misiek, do
zobaczenia na treningu. Twój przyjaciel uważał, tak jak ja. Nie zasłużyłam na
takie traktowanie przez Ciebie, ale kiedy to było... Pięc lat temu. Mariusz
zamknął za Tobą drzwi.
- i Jak? Udało sie?
- Udało się. Dzięki Mariusz, i przepraszam.
- Za co?
- No bo wiesz, ostatecznie może dojść do tego, że pokłócisz
się z Michałem. A ja nie chcę niczego rozwalać, chyba po prostu zniknę.
- Nie możesz zniknąć!
- prawie krzyknął. Znaczy nie znikaj teraz, bo nasz plan diabli wezmą. -
powiedział już spokojniej. Nie wiem co o tym myśleć, dlatego uznajmy, że w
ogóle nie myślę.
- Dobra, przemyślę to sobie jeszcze. A teraz idź spać, jest
późno, a jutro masz trening. - powiedziałam i udałam się do salonu, żeby
pościelić sobie miejsce do spania na kanapie, Mariusz ze mną nie dyskutował,
wiedział, że i tak nie wygra. Ściągnęłam sukienkę i włożyłam za dużą koszulkę i
luźne spodnie od pidżamy. Nie mogłam zasnąć. Długo myślałam, co teraz zrobić, i
stwierdziłam, że rozkochanie w sobie Michała będzie najlepszym sposobem na
pozbycie się kompleksów. Zasnęłam. Następnego dnia Mariusz wyszedł na trening,
a potem pojechał do rodziców na weekend, ja zostałam w jego mieszkaniu i
oglądałam film. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je i tak. Stałeś tam.
Pięknie pachniałeś, byłeś pięknie ubrany. Tak, to właśnie ten , którego kocham.
- Michał, co ty tu robisz? - zapytałam.
- Musimy porozmawiać. - uciąłeś.
- więc wejdź. Zrobić
Ci herbaty, kawy? - zapytałam. Nie odpowiedziałeś, tylko złapał mnie za rękaw
mojego rozciągniętego swetra i pocałował. Oddałam pocałunek, ale nagle
oderwałam się od niego.
- Michał, co ty robisz! A Mariusz? - zapytałam.
- Przecież widzę, że udajecie. - odpowiedział i próbował
dostać się do moich ust.
- Wiesz chociaż kim jestem?
- a czy to ma jakieś
znaczenie? - zapytałeś.
- Tak, to ma
znaczenie! Powiedziałam i odepchnęłam go od siebie! Jak sobie przypomnisz kim
jestem, to wtedy porozmawiamy! A teraz wyjdź! - powiedziałam. Wyszedłeś,
trzasnąłeś drzwiami, a ja zaczęłam płakać. Minęły dwa tygodnie, wyprowadziłam
się do swojego mieszkania. Dalej utrzymywałam jakiś tam kontakt z Mariuszem.
Michał się nie odezwał. Mariusz podtrzymywał mnie na duchu, ale ja ciągle się
staczałam. Co raz niżej. To mi wcale nie pomogło. Czas z tym skończyć. Tak
postanowiłam. Tabletki. Nie boli, i szybko. Tak. Tabletki. Wzięłam ich chyba z
30. I chciałam, żeby to był koniec.. Zasnęłam. Na zawsze. Nagle obudziłam się
wśród czterech, białych ścian. Było tam dużo dziwnych urządzeń, ale nie
zastanawiałam się po co tu są, bo ból głowy nie pozwalał mi na to.
- Obudziłaś się,
nareszcie! - krzyknął jakiś mężczyzna. Po chwili spostrzegłam, że to jest
Mariusz. - Dlaczego ja żyję? Miało mnie tu nie być, miałam już nikomu nie
przeszkadzać.
- Jak to nie przeszkadzać?! Przecież ja nie mogę... dobra,
nieważne, kiedy indziej dokończymy tą rozmowę. Cieszę się, że się już obudziłaś.
- Michał był u mnie?
- Nie było go.
Przeniósł się do Terentino . Zaczęłam płakać. Byłam tak blisko największego
szczęścia, i wszystko spieprzyłam, brawo ja!
- Nie płacz. Nie na nim kończy się świat. Czasem szczęście
jest bliżej niż myślisz. A teraz przepraszam muszę iść na trening. Wpadnę po
treningu. - powiedział Mariusz, pocałował mnie w policzek i wyszedł. Co on
chciał mi powiedzieć? Szczęście jest bliżej niż myślisz, a co jak to on? Co jak
to wszystko? Przecież naraził swoją przyjaźń z Michałem dla mnie! I teraz już
wiem, co w moim życiu jest najważniejsze. A raczej kto.
-------------------------------------
so cute.
Miłość jest wszędzie
piątek, 28 grudnia 2012
Third.
Byliśmy przyjaciółmi. Kochałam Cię, niestety ty byłeś z nią.
ZARĘCZONY . Wszyscy mówili, żebym dała sobie spokój, że ty nie jesteś
odpowiedni, że to nie ma sensu, żeby nie psuć Ci wspaniałego jak dotąd związku,
że jesteś z nią szczęśliwy, że ona Cię kocha, że niedługo będziecie sobie
ślubować, że jesteście sobie przeznaczeni. Że ją kochasz. Po prostu. I kiedy
byłam już bliska , żeby z niknąć z twojego świata, ba, z całego życia
przyszedłeś. Pocałowałeś mnie po raz pierwszy i wyszedłeś, zostawiłeś tylko
rozgoryczenie. A potem przeprosiłeś,
wszystko wróciło do normy. Ty do treningów, ja do pracy. Posyłałeś mi dziwne,
ukradkowe spojrzenia. Nie wiedziałam co robić, co czuć. I w pewnym momencie to
nas przerosło – zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Zacząłeś być moim powietrzem i tu popełniłam największy
błąd. Zacząłeś dawać Milenie znaki, że coś jest nie tak, że ja nie jestem na
tym miejscu na którym powinnam być, ale byłam zbytnio zaślepiona, by móc Ci
cokolwiek tłumaczyć, a czas, który ze mną spędzałeś – nie, ja nie mogłam tego
zostawić, nawet kosztem wiecznej rozłąki. A potem kazała Ci wybrać pomiędzy mną
a nią, wybrałeś ją. Nie mam Ci tego za złe. Tylko teraz siedzę tu sama, Cyprian
właśnie wchodzi mi na kolana, a ja głaskam go czule po grzbiecie licząc, że
może chociaż on będzie szczęśliwy.
- On jest kotem,
zawsze będzie szczęśliwy. - słyszę.
-Nie powinno Cię tu
być. Idź do niej. - syczę wściekła. Nie wiem skąd się tu wziąłeś, ani jak, nie
pytam nawet dlaczego. Jest mi smutno. Zwyczajnie smutno. Jesteś zdolny do wszystkiego,
nie dziwi mnie to.
- Nie zgrywaj się. Dobrze wiem, że mnie potrzebujesz. -
mówisz to z taką pewnością, że nogi mi miękną.
- Co ty możesz o tym wiedzieć? Nie wiesz co czuję! Nie wiesz
jak mi jest! Nie wiesz , ile przez Ciebie cierpiałam. I co, i teraz przyjdziesz
mnie przeprosić, czy jak? Powiesz, że Milena była błędem? - mówię. Wiem, że nie przyjechałeś tu, żeby
się pogodzić, ale coś w głębi duszy mówi mi, że mnie kochasz, że zostawisz ją
dla mnie, że to będzie taki jeden wielki happyend.
-Chciałem tylko
spytać, czy zostaniesz chrzestną naszego dziecka, wiesz, Milena jest w ciąży. -
mówisz z uśmiechem. Rujnujesz wszystko. Przede wszystkim moją psychikę. Jesteś
skończonym draniem!
- Wyjdź. - mówię cicho. Nie mam sił, żeby na Ciebie
krzyczeć. Wychodzisz. I po co to było? Po co ta cała szopka? Teraz wiem, że
muszę zacząć od nowa, ale bez Ciebie, Łasko, będzie mi ciężko.
------------------------------
nie umiem napisać nic wesołego.
Niestety. Ostatnio same smutne się tworzą, a Bartman włazi z buciorami do prawie każdego oneparta.
ej, ten Łasko...
środa, 26 grudnia 2012
Second.
Moja mama. Uosobienie dobra. Ale to, co wymyśliła na święta,
o matko! Przeszła samą siebie. Jak była na studiach to pojechała na wymianę do
jakiejś Serbki. Tak, studiowała filologię serbską i nie wiem na co jej to było.
No, ale wracając do tej Serbki. Mieszkała u niej ponad tydzień i chyba się z
nią zaprzyjaźniła. Teraz często gadają na skype, a ja się cieszę, że mama ma
przyjaciółkę. Teraz mamusia stwierdziła, że chce odnowić kontakty i zaprosiła
ją z jej mężem i synem do nas na wigilię. Czułam się jak idiotka, w każdym bądź
razie chciałam, żeby mama była szczęśliwa. Mam nadzieję , że nie narobię jej
obciachu i sobie z resztą też. Kupiłam synowi przyjaciółki mojej mamy koszulkę
Skry z numerem 14, bo mama mówiła, że lubi ten klub. A czemu 14? Bo uwielbiam grę
Atanasijevicza i tego się trzymajmy, chociaż te loczki.. ej! No bez przesady .
Świetnie gra, nic po za tym .Nie znam go. Mamie kupiłam zestaw kosmetyków.
Zastanawiałam się , co dostanę od mamy, bo ona uważa, że jestem wieczną
pesymistką, że jestem jakaś niedorobiona i tak dalej, bo nie mam chłopaka. No cóż.
Zapakowałam prezent i włożyłam pod choinkę i usłyszałam dzwonek do drzwi. Mama
wpuściła gości. Ja również wyszłam się przywitać. Szok. Zaskoczenie. W progu
mojego domu stał Aleksandar Atanasijevicz. Ale wtopa. Przecież jak dostanie
taką koszulkę to.. o matko, jaki wstyd! Przywitałam się grzecznie i uciekłam do
pokoju, żeby podmienić prezent. Padło na antyramę z jego zdjęciami. Ściągnęłam
ją ze ściany, zapakowałam w papier pakunkowy i dołączyłam do gości mamy.
Wchodziłam do salonu i usłyszałam : Urocza dziewczyna, naprawdę. Atanasijevicz
, nie czaruj! Składamy sobie życzenia. I na końcu zostajesz ty.
- Zdrowia, szczęścia, żeby Cię kontuzje omijały, żebyś
znalazł dziewczynę która będzie na Ciebie zasługiwać, żebyś spełnił wszystkie
swoje marzenia, żeby Ci się wszystko układało i żebyś.. dalej uśmiechał się tak
ładnie jak teraz. – wydusiłam z siebie.
- Ja Tobie życzę, żebyś była wesoła, nie miała problemów, a
jeśli już to dzielnie stawiała im czoła, To co najważniejsze - nigdy nie porzucaj
marzeń! NIGDY! Zawsze dąż do ich spełniania. Nawet jak się nie uda, to samo
spełnianie marzeń jest warte wszystkiego. – mówisz i przytulamy się do siebie,
a po moim ciele przechodzi przyjemny dreszcz. Kolacja minęła w miłej
atmosferze. Polubiłam Ciebie i twoich rodziców. No i czas na prezenty.
Uśmiechasz się do antyramy, cieszę się z tego. Zaczynam rozpakowywać mój
prezent. Czerwone pudełeczko. A w środku srebrny łańcuszek w kształcie serca.
- Ja nie mogę tego przyjąć, to musiało kosztować majątek. - mówię i oddaję łańcuszek Serbowi. Ten wkłada go do kieszeni. Podchodzi do mnie i pyta na ucho czy wyjdziemy na spacer. Zgadzam się. Wychodzimy i o dziwno, jest ciepło. Lubię ciepło.
- Ja nie mogę tego przyjąć, to musiało kosztować majątek. - mówię i oddaję łańcuszek Serbowi. Ten wkłada go do kieszeni. Podchodzi do mnie i pyta na ucho czy wyjdziemy na spacer. Zgadzam się. Wychodzimy i o dziwno, jest ciepło. Lubię ciepło.
- Dlaczego nie
chciałaś przyjąć prezentu? Co z nim nie tak? - pytasz zasmucony.
- On jest przepiękny, ale ja dałam Ci takie badziewie, ale
nie wiedziałam kim będziesz...
– Jak to badziewie? Mi się podobał. Najwyżej dorzucimy kilka Twoich zdjęć, to już w ogóle będzie. Wyjmujesz pudełeczko z łańcuszkiem. - Zatrzymaj to, proszę. - mówisz.
– Jak to badziewie? Mi się podobał. Najwyżej dorzucimy kilka Twoich zdjęć, to już w ogóle będzie. Wyjmujesz pudełeczko z łańcuszkiem. - Zatrzymaj to, proszę. - mówisz.
- Dobrze, to zawieś mi go na szyi. Czuję na karku Twoje
ciepłe ręce i przyśpieszony oddech. Nogi mi się uginają. Chyba to zauważyłeś bo
łapiesz mnie i lądujemy w teatralnej niemal pozycji. Zbliżamy się do siebie i
całujemy się namiętnie. Nie znamy się w ogóle, ale to przecież kwestia czasu
.Do domu wracamy jako para. W drzwiach czekają na nas rodzice.
- Uknuliście to! -
mówię z uśmiechem.
- My? Nie. My tylko pomagamy szczęściu. Aleks często widywał
Cię na meczach, i nie powiem , żeby o Tobie nie mówił czy coś. - powiedziała
mama Aleksandara.
- Mamo, no weź! - mówi Serb i szturcha ją w ramię. A ja
jestem szczęśliwa. W końcu jestem szczęśliwa
============
woła o pomstę do nieba. Źle napisane, ale inaczej nie umiem.
Przepraszam.
co dostaliście na święta?
Ja naklejkę z Winiarem na ścianę i nakolanniki.:).
============
woła o pomstę do nieba. Źle napisane, ale inaczej nie umiem.
Przepraszam.
co dostaliście na święta?
Ja naklejkę z Winiarem na ścianę i nakolanniki.:).
środa, 19 grudnia 2012
First.
Siedzę z Tobą nad jeziorem. Przytulasz się do mnie i
ściskasz moją rękę . Wiem, że dobiega końca szczęście, które mi dajesz. Widzę
to po Tobie i sama to czuję. Już od kilku tygodni jesteś inny. Może nie tyle
oschły co po prostu podenerwowany i przewrażliwiony na wszystko, co do Ciebie
mówię, może to kwestia tego, że pokłóciłeś się z kolegą? Nie wiem..
- Kamila, przepraszam Cię. - mówisz.
- Nie przepraszaj. Nie masz za co. To moja wina. - mówię
patrząc Ci w oczy.
- Kamilko, jaka Twoja wina w tym, że jestem debilem?
Zachowuję się ostatnio jak kretyn, a przecież szczęście jest tak blisko.
- Kochany, ale jeżeli ty jesteś podenerwowany to nie
wynika tylko z twoich problemów, czy tam czegoś innego. Jesteśmy parą, to
działa na dwa. - mówię spokojnym głosem.
- Kamila! To moja wina! - znowu unosisz się głosem. Mam
tego dość. Wyrywam się z Twojego uścisku i odchodzę prosto przed siebie. Pewnym
krokiem, ale coś w środku mnie pęka i zaczyna histeryzować. - Kamila, czekaj,
no czekaj, poczekaj na mnie! - krzyczysz. Nie obchodzi mnie to. Przeginasz.
Wiele zniosę, ale już wystarczy. Za dużo w moim życiu namąciłeś,
-Odejdź. - odpowiadam nie zwalniając kroku. - Jak sobie
wszystko przemyślisz to daj znać. - kończę swoją wypowiedź, wsiadam do busa
który właśnie nadjeżdża zostawiając Cię tam samego. Jesteś zbyt oszołomiony,
żeby wsiać. No bo Kamilka zawsze była potulna, nigdy nie pyskowała i nie była
stanowcza, prawda? Asertywność to moje drugie imię, kotku. Boże, co mi się
stało? Gdzie się podziała ta dawna Kamila, którą wszyscy uwielbiali? Gdzie
jestem ja? Wysiadłam na najbliższym przystanku, miałam szczęście, bo tylko
kilometr dzielił mnie od aktualnego miejsca pobytu mojego ukochanego. Postanowiłam
do niego wrócić i przeprosić. Nie dam po sobie jeździć, ale przegięłam. Wracam
do Ciebie, nadal stoisz na przystanku, podchodzę i całuję Cię serdecznie. Być
może już po raz ostatni?
- Kamila, przepraszam. - przytulasz mnie.
- Nic się nie stało, ostatnio przewrażliwiona jestem po
prostu. Tyle. Będzie dobrze. Damy radę, musimy. - powiedziałam już
spokojniejszym, głosem. Wracamy do Bełchatowa w luźnej atmosferze. Jednak czuję
, że jest co raz gorzej. Zabierasz mnie wieczorem na kolację, co mnie bardzo
dziwi, nigdy nie lubiłeś chodzić po restauracjach. Jest miło, dobre jedzenie,
rozmawiamy. Piękny wieczór. Nagle z kieszeni wyciągasz pierścionek, jest
cudowny, taki, o jakim marzyłam. Pytasz , czy zostanę twoją żoną, próbuję
odpowiedzieć, że tak, ale choroba zabiera mi ostatnie tchnienie. Żegnaj, moja
największa miłości, żegnaj Konstantin.
-------------
Startujemy:)
-------------
Startujemy:)
niedziela, 16 grudnia 2012
Chęcią poznania.
Hej! :) Jest to mój kolejny blog. Będą się tu pojawiać onepartówki z siatkarzami, i nie tylko. Będą się zdarzały dłuższe opowiadania. Zapraszam także na mój drugi blog : http://ilebyleswart.blogspot.com/ :)
kunaa
kunaa
Subskrybuj:
Posty (Atom)